RODZEŃSTWO

Od zawsze chciałam mieć więcej niż jedno dziecko. Zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli będę miała jedno dziecko to rozpuszczę je do granic możliwości i podobnie jak wiele matek jedynaków będę rozpowiadała dookoła, że to ósmy cud świata, nawet jeśli moje dziecko niczym szczególnym by się nie wyróżniało.

 
W myślach miałam dwójkę dzieci, które miała dzielić mała różnica wieku, żeby razem się bawiły co przy okazji nam rodzicom miało ułatwić życie. Gdy byłam mała zawsze marzyłam o tym, żeby mieć rodzeństwo rok lub 2 lata starsze, żeby mi się nie nudziło, gdy koleżanki gdzieś wyjadą. Mieszkałam w bloku i 2 piętra niżej mieszkały bliźniczki w moim wieku, spędzałyśmy razem czas od pierwszych miesięcy życia, bo nasze mamy się przyjaźniły. Codziennie przesiadywały u siebie na kawce, a my bawiłyśmy się razem. W klatce miałam jeszcze jedną przyjaciółkę, 2 lata starszą i 3 kolegów, także nie było źle, jak to w bloku, zawsze ktoś się nawinął do zabawy. Pomimo tego brakowało mi rodzeństwa zbliżonego wiekiem do mnie, bo siostry 5 i 10 lat starsze miały swoje towarzystwo. Często zazdrościłam bliźniaczkom, że gdy były chore i siedziały w domu, miały siebie.

 
Każdy rodzic chce dla swoich dzieci jak najlepiej, a ja dobrze pamiętałam czego mi brakowało. Urodziłam Borysa, po 21 miesiącach Nadię. Czas mijał, Borys z Nadią w miarę dobrze się dogadywali, oczywiście zdarzały się gorsze momenty, ale szybko rozwiązywaliśmy problemy i dalej było dobrze.

 
Ostatnio jednak miałam wrażenie, że ktoś podmienił mi dzieci. Przez tydzień lub 2 po powrocie z przedszkola kłócili się non stop i o wszystko. Nie wiedziałam co się dzieje. Dzieci traktujemy tak samo więc wykluczyłam zazdrość o nasza uwagę, jeśli im coś kupujemy to zawsze dla jednego i drugiego. Nie wiedziałam skąd kłótnie, szarpanie, wydzieranie sobie wszystkiego. Zwariować można było, jak zaczynała się akcja to mówiłam sobie w myślach „oddychaj głęboko” albo planowałam zakupy w aptece (melisa). Mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam, działało na 5 minut i następowała powtórka z rozrywki. Wszystko szło nie po mojej myśli, bo przecież dzieci miały się ze sobą bawić, wspierać się itd.

 
Pewnego dnia miarka się przebrała. Zdawałam sobie sprawę, że kolejne prośby i tłumaczenia na niewiele się zdadzą. Powiedziałam głośno „KONIEC! Skoro nie potraficie się ze sobą bawić ani dogadać, cały czas szukacie zaczepki to więcej nie będziecie się ze sobą bawić. Od dzisiaj każde z was bawi się w swoim pokoju, jeść też będziecie osobno, nie będzie już wspólnych kąpieli, NIC! Macie zakaz zbliżania się do siebie”. Wystraszyli się i to nie na żarty, nie płakali, ale oboje mieli takie zdziwione miny i wielkie oczy. Każde z nich poszło do swojego pokoju. Przez pół godziny w naszym domu panowała przyjemna cisza. Myślę, że przemyśleli pewne sprawy. Po tym czasie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki sytuacja zmieniła się o 180 stopni. Do końca dnia dzieci zachowywały się jakby nie widziały się kilka miesięcy, pomimo zakazu zbliżania się do siebie robiły wszystko, żeby być blisko siebie, były dla siebie aż przesadnie miłe i przytulały się. W kolejnych dniach było już dobrze, dzieci na nowo potrafią się ze sobą dogadać, a wszelkie spory wyjaśniamy w ciągu minuty. Moje dzieci wróciły!

10822459_10205011403266931_1005094379_nsukienka, sweter – Gap, dżinsy – Zara

IMG_1410Nadia – sweter , spódniczka – Zara

IMG_1327

IMG_1364

 

Komentarze Facebook

comments

Wpisz komentarz

Wszelkiego rodzaju spam, wulgaryzmy czy złośliwości nie będą publikowane.

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.