PIERWSZA KLASA

Bardzo cieszyłam się z faktu zniesienia obowiązku szkolnego dla sześciolatków. Jako, że mam dzieci w wieku przedszkolnym tematem interesowałam się od 2-3 lat. Za nic w świecie nie chciałam, żeby moje dzieci poszły do pierwszej klasy w wieku 6 lat. Powodów było kilka: nie chciałam zabierać im dzieciństwa, bałam się, że nie poradzą sobie emocjonalnie oraz tego, że nauczyciele będą realizować program klasy pierwszej dostosowany do siedmiolatków ucząc sześciolatków. Na studiach miałam zajęcia z edukacji wczesnoszkolnej więc orientuję się, jak powinny wyglądać zajęcia z dzieckiem sześcioletnim, niestety rzeczywistość wygląda inaczej. Często „nauczyciele starej daty” uważają, że wiedzą wszystko i nie muszę brać udziału w żadnych szkoleniach bo pierwsza klasa to pierwsza klasa. Analizując wszystkie „za” i „przeciw” zdecydowałam się posłać Borysa do zerówki. Wywiad na temat szkół w moim mieście robiłam od roku, zbierałam opinie od rodziców dzieci z różnych szkół, okazało się, że każda szkoła ma jakieś wady i zalety, z reguły zwykle wad było więcej. Mój wybór wyglądał jak droga eliminacji, wzięłam pod uwagę tylko cztery szkoły. Pierwszą skreśliłam szkołę, która przez niektórych uważana jest za dobrą lub najlepszą w mieście. Okazuje się, że nie wszyscy podzielali tą opinię, co prawda, niby stoi wysoko w różnych rankingach, jednak od kilku osób słyszałam, że w tej szkole panuje wyścig szczurów, dzieci są zestresowane, wymiotują, nauczyciele bardzo wymagający. Przestałam ją brać pod uwagę. W kolejnej szkole zaniepokoiło mnie to, że kilka znanych mi osób przeniosło swoje dziecko do innej placówki, poza tym była nie po drodze (chociaż to akurat najmniejszy problem), odpuściłam ją sobie. Zostały dwie, tutaj wybór był już łatwiejszy, zdecydowałam się na tą, która miała według mnie więcej zalet. Przyszedł moment, w którym musieliśmy podjąć decyzję. Była to zerówka w konkretnej szkole. Dokonaliśmy wyboru. Następnego dnia odbierałam dzieci z przedszkola i pozmawiałam z nauczycielką (rewelacyjna pani, trafić na takiego nauczyciela to jak wygrać los na loterii). Pani Marzena przyszła do grupy Borysa i Nadii we wrześniu, przez pierwsze 3 miesiące dostałam więcej informacji o Borysie niż przez pierwsze 2 lata, rozgryzała go tydzień po tygodniu, wiele razy byłam zdumiona jej obserwacjami, z wielu rzeczy zdawałam sobie sprawę, widziałam pewne rzeczy jednak ja jestem matką i mogę być nieobiektywna więc zawsze z chęcią słuchałam wszystkiego co Pani Marzena miała mi do powiedzenia, gdyż chciałam wiedzieć nad czym musimy popracować z Borysem a co jest w normie. Pani Marzena zauważyła, że Borys potrafi liczyć, bez problemu dodaje i odejmuje w pamięci, sporo też z nim pracowała. To ona zgłosiła Borysa do Olimpiady Matematycznej, w której brały udział dzieci z całego miasta. Zauważyła też, że nie lubi śpiewać ani tańczyć, nigdy go do tego nie zmuszała, powiedziała mu tylko, że jak jakaś piosenka bardzo się mu spodoba to żeby śpiewał razem z dziećmi i tak też było. Stopniowo angażowała go w różne przedstawienia (Borys był raczej nieśmiały i niechętnie wychodził przed szereg, wolał ukrywać się w tłumie, a najlepiej nic nie mówić i nie robić) na Jasełkach był królem, co prawda niewiele mówił, ale więcej niż rok wcześniej. Następnie było przedstawienie z okazji Dnia Babci i Dziadka, dzieci niewiele mi w domu powiedziały na ten temat. Panie poprosiły mnie, żebym przyszła zrobić zdjęcia. Na przedstawieniu, usiadłam przed dziadkami i babciami, na podłodze z aparatem, Borys z koleżanką zapowiadali występ (dumna byłam oczywiście) najlepsze nastąpiło po chwili, bo okazało się, że Borys śpiewał piosenkę – solo. Mój syn, który nie znosi śpiewać, a śpiewanie różnie mu wychodzi, co tu dużo mówić, nie jest w tym mistrzem. Bardzo ładnie zaśpiewał piosenkę, sam, na środku, przed tymi wszystkimi babciami i dziadkami, a ja mało się nie poryczałam ze wzruszenia widząc to. Nie miałam pojęcia, że będzie śpiewał, zastanawiałam się jak Pani Marzenka tego dokonała, tego, że on stał tam na środku i śpiewał. Jedno wiem, Pani Marzenka sprawiła, że Borys zrobił się bardziej odważny, ja przynajmniej zauważyłam, że pod tym kątem bardzo się zmienił w ciągu kilku miesięcy. Dzięki niej zaczął też składać litery, czyta pojedyncze wyrazy, pani Marzenka stosuje fajny system motywacyjny, gdy pracuje z dziećmi na sylabach, nagradza je naklejkami, a Borys lubi mieć wszystkiego dużo i lubi wgrywać… Tym sposobem moje dziecko zaczęło składać litery, z tym, że to nie jest tak, że ja nic w tym kierunku nie robiłam i siedzę sobie zadowolona, że ktoś nauczył moje dziecko czytać (jeszcze nie do końca to potrafi). Borys od 2 lub 3 lat znał wszystkie litery, jednak kompletnie mu nie szło składanie ich razem w wyrazy. Liter nauczył się na puzzlach podłogowych, bawiliśmy się, że ja mówiłam literkę a dzieci ją znajdowały i skakały na nią, tym sposobem Nadia też się ich nauczyła, zabawa była taka fajna, że nie dawały mi spokoju. Kupiłam Elementarz Falskiego i Elementarz do nauki czytania metodą sylabową, ale to nie wychodziło, Borys nie potrafił jeszcze wtedy przeczytać jednej sylaby, więc szybko odpuściliśmy, wierząc w to, że na wszystko przyjdzie czas. Jeśli chciał coś napisać, musiałam mu to przeliterować, bardzo spodobały mu się krzyżówki obrazkowe, które początkowo mu literowałam, niektóre wyrazy sam próbował, ale nic na siłę, chciał to rozwiązywaliśmy (na zasadzie, że on przychodził do mnie z książeczką, nie ja do niego) aż tu nagle zauważyłam, że zaczyna literować najpierw krótsze wyrazy, później coraz dłuższe, czasem oczywiście pojawiają się błędy ale wszystko idzie w dobrym kierunku. Ostatnio zobaczył u babci krzyżówki i poprosił, żebym mu kupiła, kupiłam oczywiście takie obrazkowe, ale teraz już mi nie pozwala literować, mam tylko patrzeć jak wpisuje wyrazy i sprawdzać czy dobrze.
Wracając do zerówki, opowiadałam pani Marzence, że zdecydowałam się na zerówkę, że już podjęłam decyzję, na co ona powiedziała, że absolutnie nie będzie mnie do niczego namawiała, ale żebym może rozważyła pierwszą klasę i takim bardzo zmartwionym tonem powiedziała, że Borys w zerówce się zanudzi, że on ma talent matematyczny i jeśli nie będzie się tego rozwijać to ta fascynacja liczeniem może się skończyć, no i żeby tego nie zmarnować, bo już miała wielu uczniów, obserwuje swoich absolwentów i Ci, którzy wykazywali jakieś szczególne zdolności z reguły bardzo się rozwijają w tym kierunku. Dodała jeszcze, że Borys będzie przeszkadzał nauczycielom w prowadzeniu zajęć, bo o co ona nie zapyta to on wie i musi go prosić, żeby się nie odzywał – tutaj dodam, że miło się tego słuchało.
Po tej rozmowie miałam straszne wyrzuty, że dając dziecko do zerówki cofam je w rozwoju, więc zaczęliśmy rozważać pierwszą klasę. Poza tym szkoła, którą wybrałam, okazała się nie taką fajną jak miała być, dowiedziałam się kilku nowych rzeczy, które mnie bardzo zaniepokoiły i za wszelką cenę chciałam zmieć szkołę niestety nie bardzo wiedziałam na jaką. Zaczęliśmy z Barkiem obdzwaniać kolejnych znajomych, zaczynając od szkoły z wyścigiem szczurów. Wszyscy stwierdzili, że nie jest źle, że jest wysoki poziom, ale tak naprawdę problemy mają tylko te dzieci, których rodzice nic z nimi nie robią. Zadzwoniłam też do znajomej, której syn chodził z Borysem do przedszkola i poszedł do pierwszej klasy jako sześciolatek, zapytałam jak sobie radzi. Okazało się, że bardzo dobrze, że nauczycielka bardzo motywuje dzieci, że się starają i że znajoma jest bardzo zadowolona. Jej syn podobnie jak Borys uwielbia liczyć, od niej również usłyszałam, że „Borys zanudziłby się w zerówce”, a znajoma ta ma dwójkę dzieci i jedno poszło do szkoły jako siedmiolatek (a mogło pójść jako sześcio), drugie jako sześciolatek (dziecko z grudnia). Po tych rozmowach poszłam do szkoły, porozmawiałam z dyrektorką i teraz nie wyobrażam sobie, żebym miała zapisać Borysa do innej szkoły. W szkole tej wszystkie dzieci chodzą na 8:00 (wcześniej były zmiany), od pierwszej klasy można zapisywać dzieci na zajęcia dodatkowe: sportowe, artystyczne i co najfajniejsze matematyczne. Koleżanka wspominała, że świetlica jest bardzo fajna (w poprzedniej szkole okropna) tak więc przepadłam. Za pierwszą klasą przemawia jeszcze jeden argument – Borys jest ze stycznia więc nie mam dużych obaw (jakieś tam oczywiście są), ale jeszcze pół roku temu, w życiu nie pomyślałabym o pierwszej klasie, a teraz, ja przewrażliwiona na punkcie dzieci chcę wysłać mojego sześciolatka do pierwszej klasy i uważam, że sobie poradzi i nie chodzi mi tutaj o poziom nauczania, bo jak powiedziała pani dyrektor – połowa pierwszej klasy to praktycznie zerówka, obawy zawsze miałam do strefy emocjonalnej, teraz są niewielkie. Zapytałam też co się dzieje, w przypadku, gdy sześciolatek nie radzi sobie w pierwszej klasie – jeśli jest miejsce w zerówce, w tej samej szkole bez problemu można przepisać do zerówki, jeśli nie ma miejsca, dziecko chodzi do końca roku do pierwszej klasy, nie jest klasyfikowane i od września ponowie do pierwszej klasy.

IMG_7128

IMG_7141

IMG_7148

IMG_7152

IMG_7159

IMG_7173

IMG_7177

IMG_7180

IMG_7201

IMG_7209

IMG_7231 Borys: kurtka – Zara, spodnie – Zara (zobaczył je w sklepie, wziął do ręki i powiedział, bierzemy! pomarańczowy to jego ulubiony kolor) buty – Adidas Originals Superstar (w końcu znalazłam wiązane – w Stanach) okulary – Ray-ban.

Nadia – bezrękawnik, legginsy, buty – Zara, czapka – Reserved, okulary – Ray-ban

Komentarze Facebook

comments

Wpisz komentarz

Wszelkiego rodzaju spam, wulgaryzmy czy złośliwości nie będą publikowane.

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.