K JAK KULTURA

„Idzie sobie matka z synem do Cafe Niebko, pogoda podła a z domu chce się wyjść, miło spędzić niedzielne popołudnie w nowym otoczeniu. Dzieciak się pobawi, matka kawę wypije. Wszystko super, dzieciak bawi się z innymi maluchami. Jest dziewczynka, która zanosi się śmiechem gdy T. wielką śmieciarę popycha i ta sama jedzie, jest kudłaty 2 latek na zjeżdżalni, gania z góry na dół. Nagle wpada chłopiec około 4letni. Wpada i zaczyna się armagedon. Dziewczynka już się nie śmieje, bachor zabrał śmieciarę, krzycząc „to moje, ja się tym bawiłem” T. stoi jak wryty. Za chwilę- łup- kudłaty spada, bachor go zepchnął. T. odchodzi z innym autem, które za chwilę, już zmienia właściciela, bachor go dopadł. Dzieje się tak z każdą zabawką, którą akurat ktoś się bawi. Zjeżdżalnia też już nie jest ogólnodostępna. Co w tym czasie robi mamuśka bachora? Siedzi w innej części kawiarni, sączy kawkę i wlepia się w laptopa! Ktoś kiedyś powiedział, że takie sprawy załatwia się dzieciakom, żeby załatwiły to między sobą…. Dawno większej głupoty nie słyszałam. Mamuśki, nie zrzucajcie odpowiedzialności, za swoją wychowawczą nieudolność na dzieci! Jak półtoraroczne dziecko ma „załatwić” to z 4 latkiem? Jak nie powiecie swoim bachorom, co jest dobre a co złe i jeśli nie reagujecie na takie zachowania, to rośnie Wam mały zwyrodnialec. Ja miałam ochotę iść i wyrwać tej pańci lapka, bo ja teraz będę się nim bawić, a pańcię ze schodów zepchnąć, bo skoro takie zachowania są OK, to jak jej przywalę, to sprawa będzie „załatwiona”, czy nie?”.

 
Ta opowieść, to autentyczna sytuacja którą opisała ostatnio na fb moja znajoma. W komentarzach pod wpisem emocje, wiele głosów poparcia dla matki, ale również i krytyki. Wielokrotnie sama znajdowałam się w podobnej sytuacji, będąc z dziećmi w piaskownicy, na placu zabaw lub w jakimkolwiek innym miejscu dostępnym dla wszystkich. Często pojawia się dziecko które:
– sypie piaskiem na prawo i lewo, po oczach dzieci dookoła a mama siedzi i nie widzi problemu (niech sobie dziecko posypie w końcu w piaskownicy jest);
– bije dzieci, ciągnie za włosy;
– wyrywa zabawki, nie ważne, że wcale nie jego (ono chce to jemu się należy);
– spycha dziecko z wszelkiego rodzaju pojazdów, bo ma akurat ochotę pojeździć i czekać nie będzie;
– zagradza innym dzieciom wejście do domków, zjeżdżalni, kulek.

 
Myślę, że takich sytuacji można wymienić dużo więcej i wiele z Was się z nimi spotkało. Mnie strasznie denerwują takie dzieci, a jeszcze bardziej podnoszą mi ciśnienie rodzice którzy bagatelizują takie zachowanie komentarzami w stylu „to normalne w tym wieku”, „zobaczysz, jak Twoje dzieci podrosną, będą się tak samo zachowywały” lub twierdzących, że „dzieci powinny to same załatwić między sobą i najlepiej się nie wtrącać”. W tym ostatnim przykładzie być może jest trochę racji, ponieważ zdarzają się sytuacje w których dzieci mogą same rozwiązać problem, ale nie wtedy gdy jedno dziecko jest 2 razy większe od drugiego, jak opisała to Kasia. Sami mieliśmy podobny problem, w przedszkolu Borysa (4l) jest chłopczyk dużo większy od niego, 6 latek, oprócz tego, że starszy, gabarytowo największy ze wszystkich dzieci. Borys kilka razy skarżył się nam na niego. Na początku to zbagatelizowaliśmy, bo dzieci są różne, czasem jedno drugie popcha, czasem zrobi coś niechcący – zdarza się. Poza tym są Panie, które się tymi dziećmi opiekują. Niestety, powtarzało się to za często, a dodatkowo doszły mnie słuchy, że chłopczyk ten, nie tylko delikatnie mówiąc zaczepia Borysa, ale jest agresywny w stosunku do innych dzieci. W tym przypadku nie mogłam powiedzieć Borysowi, żeby sobie jakoś radził, bo tamten chłopczyk jest o głowę wyższy i waży z 2 razy tyle co Borys. Osobiście byłam świadkiem sceny jak popchnął dziewczynkę na korytarzu z taką siłą, że uniosła się w powietrze, a następie spadła z impetem na podłogę. Strasznie płakała, a ojciec tego chłopca nawet nie zareagował, jedyne co zrobił to zawołał go podniesionym głosem, żeby się ubierał. Zamarłam jak to zobaczyłam. Normalne? Typowe dla 6-latka? Nie sądzę. Babcia Borysa zawsze powtarza mu jedną zasadę (to samo powtarzała swoim synom): NIGDY SIĘ NIE ZACZYNAJ, ALE JAK KTOŚ CIĘ UDERZY – ODDAJ! Zgadzam się z tym całkowicie, tylko są sytuacje, w których dziecko sobie nie poradzi samo i musi wiedzieć, że może na nas liczyć.

 
Strasznie denerwują mnie dzieci zachowujące się w ten sposób, być może ich rodzice postawili na bezstresowe wychowanie, ale jeśli tak i takie są tego skutki to niech izolują te dzieci od reszty społeczeństwa i spędzają z nimi czas sam na sam, bo wątpię, że przebywanie w otoczeniu takich dzieci komukolwiek oprócz ich rodziców sprawia jakąkolwiek przyjemność.

 
Z drugiej strony nie chcę winić tych dzieci za to, że tak się zachowują (co nie znaczy, że mnie nie denerwują). Być może te dzieci nie wiedzą, że takie zachowania są nienormalne skoro rodzice nie raczą zwrócić im na to uwagi czy porozmawiać z nimi. Czy tak trudno wytłumaczyć dziecku, że pewne zachowania są niewłaściwe, zapytać jak samo czułoby się w takiej sytuacji, gdyby ktoś je krzywdził? Wpoić zasadę „nie rób drugiemu co tobie nie miłe”. Nie namawiam nikogo do stosowania kar czy drastycznych metod wychowawczych, ale warto z dziećmi rozmawiać, one rozumieją więcej niż nam się wydaje.

IMG_1396

IMG_1450

Kurtka, spodnie – Gap, czapka – Zara, kalosze – Hunter , szalik – Reserved

Komentarze Facebook

comments

Wpisz komentarz

Wszelkiego rodzaju spam, wulgaryzmy czy złośliwości nie będą publikowane.

Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.